Oto historyczny moment. Mój pierwszy tekst na tym świeżo wybudowanym poligonie do zabaw ze słowem i myślą. Datę publikacji wybrałem nieprzypadkowo – dziś są moje urodziny. Które? Bynajmniej nie pierwsze. Dawno minął już etap, w którym liczenie sprawiało mi frajdę. Jeśli jednak płomień mojej egzystencji nie zostanie zdmuchnięty przez niespodziewany szkwał na morzu życia, to będzie tlił się raczej jeszcze dość długo. Regularnie doładowuję go dziesiątkami tysięcy jednostek witaminy D3 (tak tak, razem z K2-Mk7) więc jakże mogłoby być inaczej? 

Skupmy się jednak na miejscu, w którym się znajdujemy – moim pachnącym jeszcze świeżą farbą, własnym, przytulnym wycinku Internetu, nad którego wystrojem pracowałem przez ostatnie dwa miesiące. Tak, naprawdę 2 bite miesiące użerałem się motywami, wtyczkami, layout’ami, font’ami, CSS’ami, wydawałem kasę na szablony, wszystko po to, by w pełni zaspokoić swoje typograficzne fetysze. Jestem pod tym względem bardzo zboczony. Zresztą, nie tylko pod tym.

 Gdy siedzę obok kogoś np. w autobusie (nieważne czy to kobieta czy facet) i widzę jak… ta osoba powoli wyciąga książkę z torby bądź plecaka… otwiera ją na którejś stronie i zupełnie nieświadoma mojego spojrzenia powoli zatraca się w lekturze, moje jądro półleżące (w mózgu!) momentalnie zaczyna łaknąć więcej tlenu. Błądzę wzrokiem po okładce i papierze usiłując wychwycić jakiś tytuł, jakiś fragment tekstu, cokolwiek, co dałoby mi pojęcie o treści książki i w konsekwencji również o osobie, która ją czyta. Wychylam się delikatnie. Zaglądam. Zapuszczam żurawia. Raz nawet zapomniałem o swojej wrodzonej nieśmiałości i zaczepiłem dziewczynę w autobusie po minucie stania za nią i czytania przez jej ramię książki o MBTI. Patrzyłem na nią i chciałem ją powąchać. Wącham niemal każdą, jaka znajdzie się w zasięgu moich nozdrzy. Uwielbiam je. Uwielbiam ich dotykać. Uwielbiam bawić się kosmykami ich włosów tfu, rogami kartek, doznaję rozkoszy na widok materiałów biurowych, a gdyby ktoś stworzył perfumy pachnące Empikiem, to bym się w nich kąpał. 

Wracając do szablonu bloga – ostatecznie wybrałem ten, który widzisz – moją pierwszą miłość, zupełnie darmowy motyw Libretto. Prawie 400zł wydane na inne motywy poszło w mokrą glebę. Dlaczego nie poślubiłem od razu swojej pierwszej miłości?

 Ponieważ… nie była dziewicą. 

 Z tego szablonu korzysta już pewien znany w Internecie pan z nazwą sklepu z meblami w tytule bloga, a ja bardzo nie chciałem być z nim kojarzony. Pragnąłem stworzyć coś zupełnie oryginalnego, własnego i nieskalanego niczyim wizerunkiem. Myślałem nawet o tym, by zupełnie od podstaw zbudować stronę za pomocą Elementora, jednak doszedłem do wniosku, że byłoby to zbyt czasochłonne. Zacząłem więc szukać innego motywu. Przejrzałem wszystko. Kupiłem 14 różnych. Próbowałem je dostosować do swoich idealistycznych wyobrażeń za pomocą wtyczek do WordPressa i  manipulacji CSS’em. Ale moje serce wciąż wołało: „LIBRETTO!!”

Nie mogłem się dłużej opierać temu wołaniu. 

Spersonalizowanie motywu zajęło mi 2 dni. W porównaniu do 2 miesięcy, które zmarnowałem, to pikuś. Teraz wszystko już jest gotowe od strony wizualnej i unosząc się w błogości zaspokojonych żądz typograficznych mogę ze spokojną głową przejść do tworzenia zasadniczego elementu – treści. 

O czym zatem będę tutaj pisał? 

Pomysł na tego bloga zrodził się 3 lata temu i od samego początku miałem plan pisać na tematy związane z praktyczną duchowością i psychologią. Coś jednak ciągle mnie wstrzymywało. Zabierałem się do tworzenia i porzucałem je, potem znów wracałem i znów porzucałem. W końcu dałem sobie spokój. Myślałem, że ostatecznie nic z tego nie będzie, jednak pomysł i chęć, by tworzyć własne miejsce w Internecie żyły we mnie wciąż przez te 2,5 roku, gdy zupełnie nic nie robiłem zajęty innymi sprawami. A skoro żyły tyle czasu, to znaczy, że już nie umrą. Czas otrzepać je z kurzu, nakarmić, napoić i dać przestrzeń do rozwoju. 

Będę więc pisał o duchowości i swoich doświadczeniach wynikłych z podążania szeroką ścieżką samorozwoju, będę dzielił się wnioskami, wiedzą, przemyśleniami i wątpliwościami starając się jednocześnie unikać tematu ezoteryki, na której się nie znam, i która tak naprawdę nie jest potrzebna do tego, by prowadzić szczęśliwe, spełnione życie. Ezoteryką zajmują się osoby do tego predysponowane, a takich w społeczeństwie jest mniejszość, ja zaś chciałbym mówić o tym, co każdy może osobiście przetestować, doświadczyć i wykorzystać do poprawy jakości swojego życia. 

Co jeszcze?

Trochę nauki. Nauka jest fajna. Co mówi o duchowości, psychologii i medytacji? Jakie badanie przeprowadzają naukowcy? Co odkrywają? Czy możemy jakoś wykorzystać w praktyce to co udało im się odkryć? Na pewno coś na ten temat napiszę, zaznaczam jednak, że blog nie ma mieć charakteru naukowego, lecz osobisty. Nauka jest tu przyprawą, a nie daniem głównym. 

Daniem głównym jestem ja.

Już widzę jak Ci cieknie ślinka.

Jeśli chodzi o formę wypowiedzi, to możesz spodziewać się luźnych felietonów, ścisłych analiz, infografiki, recenzji książek, memów, komentarzy do czegoś co mnie zainteresowało,  odpowiedzi na pytania, historii z mojego nudnego życia, słabych zdjęć, pseudomotywacyjnej paplaniny i wielu innych rzeczy, których sam nie jestem w stanie w tym momencie przewidzieć. A być może nic z tego, co wymieniłem się nie pojawi, bo jutro stwierdzę, że jednak wolę tworzyć beletrystykę i pisać o porywających biseksualne dziewice nekrofilomantach. To też od lat błądzi wewnątrz mojej czaszki szukając z niej wyjścia. 

To by było na tyle tytułem wstępu. 

 Mam nadzieję, że wciąż tu ze mną jesteś. 

Aha, jeszcze jedna rzecz, o której wystąpieniu zawczasu uprzedzam, to zmiany stylu wypowiedzi.  Możesz mieć czasem wrażenie, że niektóre teksty zostały napisane przez kogoś innego. Wynika to z moich osobistych poszukiwań takiego tonu komunikacji, z którym najlepiej będę się czuł, i który najlepiej będzie pasował do charakteru bloga. Z czasem powinno się to ustabilizować. Wszelkim narodzinom zawsze towarzyszy chaos.

To chyba wszystko. Nadszedł czas, by wznieść toast. Idę z kumplami świętować swoje urodziny.

Do przeczytania!


2 uwagi do wpisu “Witaj świecie!

  1. . (ta kropka to wszystko) Kiedyś, z koleżankami, wymyśliłyśmy sposób by informować się że wszystko gra… I była to kropka.. Która mówiła wszystko, że żyję, że mam się dobrze, że myślę, że dbam, że jesteś w sercu tak zwyczajnie. Kropka, to wszystko

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *