Duchowość pod lupą (1): Szczęście

Szczęśliwa, uduchowiona piękność tańcząca nad wodą

W poprzednim wpisie dokonałem rozróżnienia między duchowością a religijnością. Dziś, zgodnie z obietnicą skupię się już tylko na duchowości, starając się skatalogować jak najwięcej elementów, które ją definiują. W tym celu dokonam kolejnego rozróżnienia – tym razem między osobą na zaawansowanym i zupełnie początkowym poziomie rozwoju duchowego. Taki kontrast ładnie uwydatni każdy element, na który chciałbym zwrócić uwagę. Temat jest tak rozległy, że po przemyśleniu sprawy postanowiłem rozdzielić go na mniejsze partie. Wpis ten rozpoczyna więc całą serię tekstów, w których będę omawiał wszystko to, co moim zdaniem jest istotne dla wyrobienia sobie ogólnego, w miarę kompletnego wyobrażenia o tym, co charakteryzuje wysoce rozwiniętą świadomość. Nazwałem tę serię „Duchowość pod lupą” i wszystkie teksty, które będą jej częścią znajdziesz w dedykowanej kategorii w stopce bloga. A tymczasem przejdźmy już do naszego dzisiejszego tematu.

Czytaj dalej

Duchowość a religijność

Duchowość to brak ograniczeń w rozwoju świadomości narzuconych przez religię

W pierwszym wpisie jaki zamieściłem na tym blogu mówiłem, że pragnę pisać o duchowości, jednak nie wyjaśniłem co rozumiem pod tym słowem, nie podałem żadnej definicji, skazując Cię na intuicyjne rozumienie znaczenia tego słowa. Dziś chciałbym zacząć powoli rozwiewać mgły wątpliwości. Wpis ten będzie decydujący. Decydujący w tym sensie, że po jego przeczytaniu, albo mnie pokochasz i zostaniesz ze mną, albo znienawidzisz, przeklniesz, wydrukujesz wszystkie moje posty i spalisz razem z moim zdjęciem. 

Czytaj dalej

Witaj świecie!

Psycholman narodziny

Oto historyczny moment. Mój pierwszy tekst na tym świeżo wybudowanym poligonie do zabaw ze słowem i myślą. Datę publikacji wybrałem nieprzypadkowo – dziś są moje urodziny. Które? Bynajmniej nie pierwsze. Dawno minął już etap, w którym liczenie sprawiało mi frajdę. Jeśli jednak płomień mojej egzystencji nie zostanie zdmuchnięty przez niespodziewany szkwał na morzu życia, to będzie tlił się raczej jeszcze dość długo. Regularnie doładowuję go dziesiątkami tysięcy jednostek witaminy D3 (tak tak, razem z K2-Mk7) więc jakże mogłoby być inaczej? 

Skupmy się jednak na miejscu, w którym się znajdujemy – moim pachnącym jeszcze świeżą farbą, własnym, przytulnym wycinku Internetu, nad którego wystrojem pracowałem przez ostatnie dwa miesiące. Tak, naprawdę 2 bite miesiące użerałem się motywami, wtyczkami, layout’ami, font’ami, CSS’ami, wydawałem kasę na szablony, wszystko po to, by w pełni zaspokoić swoje typograficzne fetysze. Jestem pod tym względem bardzo zboczony. Zresztą, nie tylko pod tym.

Czytaj dalej