Wyobraź sobie takie dziwne społeczeństwo, w którym wszyscy żyją zupełnie nago. Chodzą po ulicach nago, robią zakupy nago, chodzą do pracy nago, pracują nago i tak dalej. I w pewien poniedziałkowy poranek o godzinie 7:32 pokaźna grupa nagich ludzi zaczyna tłumnie garnąć się do autobusu. W końcu robi się tam taki ścisk, że prawie nie ma czym oddychać. I w tym ścisku pewien mężczyzna stoi obok pewnej kobiety tak blisko, że ich ciała mocno do siebie przywierają. Stoją przodem do siebie i mogliby patrzeć sobie głęboko w oczy, facet jednak ma wzrok wbity w telefon, który trzyma za głową kobiety, ona zaś żuje bułkę i próbuje sięgnąć kasownika, żeby skasować bilet. 

A teraz wyobraź sobie to wszystko jeszcze raz, ale tym razem dodaj do tego fakt, że ten gość pomylił nad ranem tabletki na gardło z viagrą. Szedł sobie beztrosko z pełną erekcją na autobus, i gdy przywarła do niego kobieta z bułką doszło do penetracji. Autobus podskakuje co rusz na dziurach w ulicy, trzęsie się i wibruje, jednak nasi bohaterowie pozostają całkowicie zaabsorbowani przez inne sprawy. Ona skasowała już bilet i w pełnym skupieniu żuje teraz swoją bułkę, on zaś gra w Angry birds. 

Pytanie. Czy te osoby uprawiają seks? 

Według wszelkich definicji tak. Dwa nagie ciała połączone w jedno kołyszą się, podskakują, ocierają o siebie. Jeśli zrobisz im zdjęcie, wyekstrahujesz te osoby w Photoshopie z otoczenia, wymażesz kobiecie bułkę, a mężczyźnie telefon, każdy powie, że to para uprawiająca seks na stojąco. A jak jeszcze trafisz na moment, w którym on pobił swój życiowy rekord w Angry birds, a ona właśnie ukąsiła fragment bułki wypchany obficie jej ulubionym, wegańskim pasztetem, to każdy oglądający ten obraz zapewni Cię, że chciałby być na ich miejscu i szczytować tak jak oni. 

Mam nadzieję, że czujesz jednak pewien opór, albo wahanie przed tym, by udzielić twierdzącej odpowiedzi na powyższe pytanie. W tym „seksie” wyraźnie czegoś brakuje. Tylko czego? 

Brakuje w nim właśnie seksu. 

To co tak rzuca się w oczy w przypadku opisanej wyżej „pary” to brak jakiejkolwiek komunikacji, brak połączenia emocjonalnego pomimo tego, że ich ciała są ze sobą zjednoczone. Oczywiście kreśląc tę historyjkę dokonałem przerysowania, żeby zobrazować pewne rzeczy, wcale jednak nie odbiegłem bardzo daleko od tego, jak wygląda życie seksualne wielu ludzi w naszym świecie. Łączenie ze sobą samych ciał, podczas gdy dusze są nieobecne i płaczą gdzieś w samotności to powszechna praktyka. Jeśli duchowo jesteśmy całkowicie gdzieś indziej niż ze swoim partnerem, jeśli głęboko w sobie strzelamy wkurzonymi ptakami w zawiłe problemy naszej sytuacji życiowej, to może nie dojść nawet do podniecenia, nie mówiąc już o orgazmie, zaś dotyk drugiej osoby nie będzie różnił się niczym od dotyku martwego przedmiotu.

Czy w takiej sytuacji można w ogóle mówić o jakimkolwiek akcie seksualnym? Uważam, że nie. 

Z drugiej jednak strony dotyk martwego przedmiotu może być niezwykle przyjemny i podniecający, ale wymaga to owego brakującego elementu, który nie występuje u naszej dwójki pasażerów. Chodzi właśnie o pełne zaangażowanie umysłu w daną sytuację. Gdy oglądasz na Pornhubie filmik, na którym dziewczyna kołysząc płynnie biodrami ociera się kroczem o kant stolika będąc przy tym całkowicie samą w pokoju, to idąc dotychczasowym tokiem rozumowania mógłbyś pomyśleć, że teoretycznie nie powinna ona czuć podniecenia, no bo kto miałby je u niej wywołać? Przecież jest sama. A czy uprawia teraz seks? Oczywiście! 

Jak więc moglibyśmy najtrafniej zdefiniować, czym jest seks?

To stan mentalny.

 To określone warunki panujące w Twoim umyśle, a nie sytuacja, w której znajduje się Twoje ciało.

Warunki, które można wywołać zarówno z kimś, jak i samodzielnie. To one są najważniejsze. Twoja interpretacja, ocena i narracja jaką konstruujesz do opisu oraz zrozumienia rozgrywającego się wydarzenia, odpowiadają za to, czy wystąpi u Ciebie pobudzenie, czy też nie. I żeby jeszcze bardziej skomplikować sprawę dodam, że podniecenie seksualne wcale nie jest konieczne do tego, żebyśmy mogli spojrzeć na dwoje ludzi i z całą pewnością stwierdzić: „Tak. Oni uprawiają teraz seks!”

– A czy w takim razie ze stolikiem też można uprawiać seks bez podniecenia seksualnego? 

– Tak, ale to potrafią tylko mistrzowie. Ludzie, którzy spędzili 30 lat w celi, w której jedynym obiektem oprócz nich samych był stolik.

Ale wróćmy do naszej definicji. Z jednej strony możemy mówić o seksie, jako o rozbudzaniu energii seksualnej skutkującym fizyczną gotowością na akt seksualny, stymulacją określonych części ciała i czerpaniem z tego przyjemności, a z drugiej, jako o formie intymnej interakcji, subtelnym komunikowaniu się oraz połączeniu między dwojgiem ludzi na poziomie metafizycznym. Doskonałą metaforą i odzwierciedleniem tej komunikacji w wymiarze materialnym jest taniec.

To nie jest ułożona choreografia. Ta dziewczyna nie ma bladego pojęcia jaki ruch i jaką figurę wykona za sekundę. Będąc w totalnej jedności ze swoim partnerem, wsłuchuje się w mowę jego ciała, odpowiada na nią, wysyła własne komunikaty, które partner przyjmuje i na tej podstawie konstruuje każdy kolejny moment tańca. Obecność tych dwojga w tu i teraz jest niemal doskonała. Gdyby partner nagle zaczął się zastanawiać co zrobi za chwilę, cały przepływ informacji zostałby zaburzony, a połączenie między tancerzami zerwane. 

Czy to, co widzisz na nagraniu to seks? Tak, i to w jak niesamowitym wydaniu!

Taniec jest rozmową. Jest pełną zaangażowania i pasji wymianą myśli oraz uczuć, których często nie potrafimy ubrać w słowa. Ogrom nagromadzonych w nas doświadczeń emocjonalnych i najgłębszych przekonań znajduje odbicie w tym, jak nasze ciało reaguje na dotyk, jak samo dotyka, oraz jak się porusza. Wrażliwy partner to wszystko wyczuje i nie będziesz w stanie go okłamać. W zwykłej rozmowie możesz ukryć się za maską, ale w tańcu (i w łóżku) zawsze jesteśmy nadzy.

Idąc krok dalej, do tych dwóch zasadniczych elementów seksu, czyli podniecenia seksualnego i intymnej komunikacji dołóżmy teraz trzeci kawałek układanki – nasz stosunek do danej osoby. Nie musimy kogoś lubić, żeby uprawiać z nim seks. Nie musimy kogoś lubić, żeby być z nim w intymnym połączeniu, ani by czuć wobec niego pożądanie seksualne. Pomijam na razie kwestię tego, czy taki układ jest zadowalający, czy nie. Po prostu to jest możliwe. 

Nasz stosunek do drugiego człowieka składa się dwóch wymiarów.  Pierwszy jest czysto fizyczny – dotyczy tego, czy podoba nam się ciało partnera i czy czujemy do tego ciała pociąg seksualny. Drugi zaś jest metafizyczny. Mówi on o wizerunku tej osoby w naszej głowie, o ogólnym wrażeniu, jakie na nas wywołuje, o naszych opiniach i przekonaniach na jej temat, o tym, czy ją lubimy, szanujemy, doceniamy, gardzimy nią, czujemy z nią więź, chcemy czegoś od niej lub nie i tak dalej. 

Zbierając teraz to wszystko do kupy, czy można wskazać coś, co jest najważniejsze z punktu widzenia satysfakcji seksualnej?

Nie.

W przypadku każdego człowieka, akcent będzie położony gdzie indziej i konfiguracja tych 3 głównych obszarów będzie się różnić w zależności od osoby i od tego, na jakim poziomie rozwoju świadomości się znajduje, jakie ma przekonania, osobowość, temperament, dotychczasowe doświadczenia i jakie wyznaje wartości. Wraz z rozwojem (lub regresem) jej preferencje będą ulegać zmianie. Nie istnieje idealny dla wszystkich model życia seksualnego, który uszczęśliwi absolutnie każdego. To po prostu jest niemożliwe, ponieważ różnimy się od siebie, tak samo jak jamnik różni się od labradora, albo owczarka niemieckiego. Każdy z nich ma nieco inne potrzeby, mimo że wszystkie są psami. U ludzi jest podobnie. Dlatego zawsze powinieneś słuchać samego siebie, a nie kogoś, kto kładzie Ci przed nosem jakąś uniwersalną niby prawdę i mówi Ci, że Ciebie również powinna obejmować. Być może rzeczywiście obejmuje, a może wcale nie. Sam musisz to sprawdzić. 

Ja przedstawię Ci moją prawdę i mój przepis na piękny, satysfakcjonujący seks. Taki, który jest zdrowy dla duszy zarówno Twojej, jak i Twojego partnera bądź partnerki. Jeśli jesteś do mnie choć trochę podobny, to wierzę, że znajdziesz w nim wartość. 

Żeby ogarnąć ten temat musimy dokonać najpierw pewnych uproszczeń i spróbować wyróżnić jakieś modelowe typy ludzi oraz ich preferencji.  Upraszczanie zawsze wypacza prawdę, ale ma tę zaletę, że łatwiej jest się porozumieć. To normalne, dlatego proszę, nie bombarduj mnie zaraz komentarzami typu: „Ale ja znam osobę, która nie pasuje do tego modelu bo…” Super, że znasz. Ale to nie zmienia faktu, że pewna prawidłowość występuje, i to o niej chcę powiedzieć. 

Jeśli umieścimy ludzi na kontinuum rozwoju świadomości, gdzie z jednej strony – dajmy na to z lewej – mamy osoby, którym bliżej raczej do zwierząt niż do ludzi (tak, są tacy i jest ich od groma, a powiem złośliwe, że niektórzy są niżej nawet od zwierząt), a z prawej osoby świadome, dostrzegające niesamowitą złożoność rzeczywistości, osoby myślące, uważne na szczegóły oraz zdolne do dostrzegania drobnych różnic, to odkryjemy coś niezwykłego. Mimo że jedni i drudzy są ludźmi, to są zupełnie innymi istotami. 

Im bardziej na lewo, tym większe prawdopodobieństwo, że człowiek nie znajduje potrzeby, ani zadowolenia w mentalnym, duchowym i intelektualnym połączeniu ze swoim partnerem seksualnym. Będąc istotą ordynarną, prostą i gruboskórną nie posiada dostępu do rozległej przestrzeni subtelnych niuansów, w której odbywa się metafizyczny taniec dwojga dusz. Gwałciciele, mordercy, psychopaci i bandyci, mimo że mogą być niezwykle inteligentni, znajdują się skrajnie po lewej. W ich przypadku wystarczy rozniecić i zaspokoić sam popęd seksualny, żeby byli w pełni zadowoleni. Uczucia wyższe są zbyt delikatną wibracją na ich prymitywne odbiorniki, zaś bliski związek emocjonalny między partnerami nie ma żadnego znaczenia, a wręcz jest niepożądany.

Każdy człowiek ma w sobie część zwierzęcą, tę część, która dominuje u osób z lewej. Im bardziej przesuwamy się w prawo, tym więcej człowieka w człowieku, tym większa jego świadomość, dojrzałość emocjonalna, więcej w nim dobroci, miłości i wolności wewnętrznej powalającej czerpać z całego potencjału doświadczeń dostępnych istocie ludzkiej, także w sferze seksualnej. Emilia jest po prawej stronie, Bob po lewej. Oznacza to, że Emilia może sięgnąć w lewą stronę, może świadomie użyć niższych energii i zachowań, jeśli chce, Bob zaś nie może sięgnąć w prawo, dopóki nie rozwinie się na tyle, by móc zobaczyć i docenić to, co tam się znajduje.

Gdy widzisz więcej niż inni, gdy rozumiesz więcej niż inni, to najprawdopodobniej jesteś też delikatniejszy niż inni. Tak twierdzi dr Elaine N. Aron, twórczyni pojęcia HSP czyli highly sensitive person – osoba wysoko wrażliwa. Aron jest również autorką dwóch świetnych książek na temat osób wysoko wrażliwych: „Wysoko wrażliwi. Jak funkcjonować w świecie, który nas przytłacza.” oraz „Wysoko wrażliwi i miłość.”

W skrócie chodzi o to, że Twój układ nerwowy, czyli odbiornik zarówno wewnętrznych, jak i zewnętrznych bodźców jest bardziej czuły, aby móc wyłapywać również subtelniejsze sygnały. Dzięki temu dostrzegasz więcej, ale też łatwiej o jego przeciążenie i uszkodzenie. Dlatego, aby czuć się komfortowo, musisz rozsądnie zarządzać dawką stymulacji, którą przyjmujesz. Potrzebujesz jej w zdecydowanie mniejszym natężeniu niż przeciętna osoba, aby utrzymać swój optymalny poziom pobudzenia.

Inni ludzie to jedne z najbardziej stymulujących dla nas obiektów jakie istnieją. Możemy ich kochać, możemy ich nienawidzić, mogą nam zagrażać, albo być dla nas bezpieczną przystanią w tym szalonym świecie. Jako HSP czujesz wszystko bardzo mocno, łatwo Cię zranić, stłamsić, pozbawić energii, zdominować, wykorzystać – szczególnie, gdy nie potrafisz się obronić. Przenosząc to na grunt relacji intymnych, poczucie bezpieczeństwa będzie dla Ciebie dużo ważniejsze, niż dla kogoś z lewej strony, kto ciągle jest zrelaksowany, wszędzie czuje się bezpiecznie i najczęściej jest niedostymulowany.

 Będąc człowiekiem bardziej złożonym posiadasz więcej potrzeb i więcej warunków musi zostać spełnionych, byś mógł osiągnąć pełną satysfakcję z seksu. Przede wszystkim najpierw musisz zdjąć swój pancerz mentalny. Zdjąć maskę pseudoekstrawertyka, której używasz w świecie interakcji międzyludzkich. Musisz odsłonić swoje delikatne serce, a żeby to zrobić potrzebujesz całkowitej pewności, że człowiek, który stoi przed Tobą nie zrobi Ci najmniejszej krzywdy.

Seks jest dla Ciebie czymś dużo więcej, niż tylko masturbowaniem się ciałem drugiego człowieka. Wyczuwasz, że erotyczna bliskość prowadzi do powstania więzi, do pragnienia bycia ze swoim ukochanym w stałym kontakcie, w możliwe jak najbliższym kontakcie, wykraczającym daleko poza bliskość samych ciał. Wykraczającym nawet poza podniecenie i rozkosz. Na tym etapie dotyk nie służy już tylko sprawianiu przyjemności sobie, czy komuś, a zaczyna służyć intymności. Przestajesz po prostu dotykać ciała swojego partnera czy partnerki, a zaczynasz dotykać duszy tej osoby poprzez jej ciało. I paradoksalnie, właśnie wtedy sprawiasz jej największą przyjemność. Oczywiście pod warunkiem, że robisz to z odpowiednim nastawieniem, a ona sama nie jest psychopatą i potrafi to poczuć.

Połączmy to teraz z naszą wiedzą o zdrowym poczuciu własnej wartości. 

Jak pamiętamy, aby ono mogło się rozwinąć, nasze rdzenne ja musi po pierwsze być oddzielone od wartości zewnętrznych, a po drugie nieustannie i bezwarunkowo otoczone miłością. Taki mikroklimat daje nam poczucie bezpieczeństwa, w którym możemy bez obaw eksplorować środowisko, bawić się nim bez presji na jakiekolwiek osiągnięcia czy zmiany. Możemy wzrastać, czyli rozwijać się w interesującym nas kierunku nie obawiając się porażki i mogącej się z tym wiązać utraty akceptacji ze strony źródła otaczającej nas miłości. 

Jest to praktycznie to samo, co w teorii Johna Bowlby’ego i Mary Ainsworth nazywa się bezpiecznym przywiązaniem. Gdy jesteśmy dziećmi, warunki odpowiednie do rozwoju naszego PWW zapewniają mądrzy i kochający rodzice, a gdy dojrzewamy, sami dla siebie przejmujemy tę funkcję. Ta potrzeba bezpieczeństwa i miłości nigdy w nas nie umiera i musi być nieustannie zaspokajana. Najłatwiejszy sposób, żeby manipulować człowiekiem, to przekonać go, że aby mógł tę miłość otrzymać, musi spełnić odpowiednie warunki. Gwarantuję Ci, że zrobi absolutnie wszystko.

Biedny, wytatuowany osiłek popisujący się swoimi mięśniami na ulicy to spragniony miłości rdzeń, wewnętrzne dziecko tłukące w ścianę kilofem, by zasłużyć sobie na miłość w oczach pilnującego go z batem strażnika. Osiłek sam jest dzieckiem i strażnikiem. Strażnik da dziecku łyk miłości, gdy wytatuowany paker uzyska aprobatę w czyichś oczach, gdy stanie się choć na chwilę ważny dla kogoś z zewnątrz, a przez to dla samego siebie.

Gdy wchodzimy z kimś w relację intymną, druga osoba zaczyna mieć dostęp do naszego rdzenia. Prawdziwe, mentalne połączenie między ludźmi ma miejsce wtedy, gdy oboje z miłością obejmujecie nawzajem swoje rdzenie. W ten sposób zaspokajacie najbardziej podstawową i najsilniejszą potrzebą ludzką, jaka istnieje. Tworzycie ów niezbędny mikroklimat, w którym bez obaw możecie się oddać wspólnej eksploracji rzeczywistości – czy to w obrębie Waszych ciał, czy też światopoglądu, przekonań, zamiłowań, zmartwień, doświadczeń życiowych, historii, wspomnień, zainteresowań, fetyszów oraz wszystkiego innego, co składa się na to, kim jesteście w wymiarze ego, czyli swoich wartości zewnętrznych.

Oczywiście wzajemna ludzka miłość nigdy nie jest doskonale bezwarunkowa, jednak im bardziej się do takiej zbliży, im większą dacie sobie pewność, że nie odbierzecie jej sobie z dnia na dzień z byle powodu, tym spokojniejsi i szczęśliwsi będziecie w relacji. A jak pamiętasz z mojego pierwszego i drugiego wpisu z serii “Duchowość pod lupą”, szczęście i spokój w wymiarze umysłu są jednym i tym samym.

Ten stan bycia pewnym miłości powoduje, że człowiek zaczyna się relaksować. Znika lęk i inne ostrzegawcze emocje, znika przymus, by czuć coś innego niż się czuje, albo zachować się inaczej niż w zgodzie z tym, co się czuje. Pojawia się stan akceptacji tego, jacy oboje jesteśmy tu i teraz. Nie musimy już stawać na głowie, by zasłużyć sobie na uznanie ze strony partnera, albo robić wszystkiego co możliwe, żeby go nie stracić. W ten sposób powstaje przestrzeń, w której nasza naturalność, nasza prawdziwość i niepowtarzalność może zacząć się bezpiecznie wyrażać.

 Gdy punkt koncentracji przenosi się z przyjemności i pożądania na bliskość i intymność, a więc gdy zmianie ulega nasza definicja tego, czym w istocie jest seks, wtedy podniecenie, orgazm i jego moc przestają być nadrzędnym celem interakcji seksualnej. Znika chora presja na to, żeby one się pojawiły, która właśnie jest największym hamulcem psychologicznym uniemożliwiającym ich pojawienie się. W ten sposób uwalniamy się od niezdrowych wymagań i oczekiwań względem samych siebie oraz partnera, a także od oceniania siebie nawzajem pod kątem tego, jak dobrze je spełniamy. Bycie kompetentnym w dawaniu fizycznej przyjemności przestaje być takie istotne i schodzi na dalszy plan. 

Prof. Martin Selligman, ojciec psychologii pozytywnej w swoim podręczniku na temat psychopatologii opisuje wykorzystanie tego podejścia przez dwójkę badaczy – Virginię Johnson i Wiliama Mastersa w ramach tzw. bezpośredniej terapii seksualnej (direct sexual therapy – DST), mającej na celu leczenie upośledzenia podniecenia kobiet i zaburzeń erekcji u mężczyzn. Terapia okazała się na tyle skuteczna, że trwale wpisała się w nurt praktyki seksuologicznej. 

Bezpośrednia terapia seksualna vs wiagra - tabela z wynikami badań
źródło:  Seligman Martin E. P., Rosenhan David L., Walker Elaine F. “Psychopatologia“, Wyd. Zysk I-ska, Poznań 2003

Choć oczywiście problemy seksualne mogą mieć różne podłoże, znaczna ich część jest wywołana czynnikami psychologicznymi, a konkretnie właśnie występowaniem emocji ostrzegawczych, które uniemożliwią osiągnięcie podniecenia, przyjemności i orgazmu. Dopiero stworzenie bezpiecznej bazy do czynności seksualnych, stworzenie relacji, w której bliskość i intymność stoją absolutnie na pierwszym miejscu, w której partnerzy naprawdę się kochają i pragną dla siebie nawzajem dobra, pozwala na rozkwit prawdziwej rozkoszy płynącej z seksu. 

Dlatego nie daj się zwieść tinderokulturze, nie ulegaj modzie na rozwiązłość, bo nie znajdziesz w niej żadnej satysfakcji. Podejmij największe wyzwanie w życiu osoby wrażliwej i zacznij szukać partnera, którego prawdziwie i z wzajemnością pokochasz. Takiego, który rozumie Twoją naturę. Który czuje i myśli podobie do Ciebie. Być może nigdy go nie znajdziesz. Ludzie tacy, jak my to około 15% społeczeństwa – jak podaje Elaine Aron. Z tych 15% spodoba Ci się pewnie około 3-4%, a zainteresowanie odwzajemni może 1%. Statystyki nie napawają optymizmem, to prawda. Masz jednak wybór – możesz albo zrezygnować, położyć się i czekać na samotną starość, albo walczyć o miłość i wygrać, albo polec w walce. Ta druga śmierć będzie spokojna, bo będziesz wiedział, że zrobiłeś wszystko, co byłeś w stanie. Zaś w tym pierwszym wypadku do ostatniej myśli będziesz się chłostał za to, że nie podjąłeś wyzwania. 

Jeśli już masz ginąć, to giń jak bohater. Będzie to piękna, dostojna śmierć. Nie istnieje w życiu człowieka nic cenniejszego, za co można by umierać, więc okryjesz się największą możliwą chwałą. Razem się nią okryjemy.

Do przeczytania!


Część pierwsza wpisu o seksie znajduje się tutaj.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *