Spotkałem się ostatnio z bardzo mądrym podziałem myśli i emocji. Nazwijmy je na chwilę zbiorczo doznaniami wewnętrznymi. Podział ten eliminuje mimowolne ocenianie tego, co dzieje się w naszej głowie i pozwala przyjąć neutralną perspektywę patrzenia na treści stwarzane przez umysł. Jest to podział na doznania ostrzegawcze i zachęcające. Jeśli przypomnimy sobie zasadę efektywnej negatywnej emocjonalności, to wiemy, że mówi ona o prawidłowo funkcjonującym stanie mentalnym, w którym emocje ostrzegawcze oraz powiązane z nimi myśli spełniają swoją funkcję efektywnie, nie są zbyt mocne, zbyt słabe, nie trwają zbyt długo, ani zbyt krótko. Szybko również ustępują miejsca doznaniom zachęcającym, które stanowią zwyczajowy stan zdrowego umysłu. 

Nasze funkcjonowanie zaczyna być zaburzone w momencie, gdy umysł jest nastawiony nadmiernie ostrzegawczo lub niedostatecznie ostrzegawczo (psychopatia). Może to wynikać z czynników biologicznych – ze specyfiki działania naszego mózgu, albo z połączenia czynników biologicznych i środowiskowych.

U większości ludzi występuje raczej problem nadmiernej ostrzegawczości, dlatego to na nim się tutaj skupimy. 

Mechanizm ostrzegania jest atawistycznym spadkiem po naszych przodkach, który rewelacyjnie spełniał swoją funkcję w niebezpiecznych czasach, w których trzeba było na każdym kroku uważać, żeby nie zostać zjedzonym, albo nie odłączyć się od grupy, ponieważ groziło to śmiercią. Umysł wykształcił więc w sobie szczególne uwrażliwienie na wszystko, co może pójść nie tak, jak potrzeba. Psycholodzy nazywają to inklinacją negatywną. Lepiej bowiem nie zauważyć okazji do posiłku, niż zagrożenia, czy to ze strony jakiegoś drapieżnika, czy też pobratymców.

Żeby zmotywować jaskiniowca do działania, nie wystarczy pokazać mu logicznych konsekwencji określonych wydarzeń. Potrzebna jest emocja. A najbardziej motywującą ze wszystkich emocji jakie dała nam natura jest …

lęk.

To on właśnie leży u podstaw wszystkich doznań ostrzegawczych, jest najbardziej pierwotną emocją, jest czymś, na czym wyrastają kolejne ostrzegawcze emocje takie jak gniew, smutek czy wstręt. Te z kolei generują własne myśli ostrzegawcze, które stymulują powstawanie dalszych emocji, tym razem o nieco innym zabarwieniu, czasami bardziej subtelnych, takich jak np. zwątpienie, niechęć, albo rozdrażnienie o trudnym do wskazania źródle. Reagujemy na nie i powstają kolejne myśli i emocje, wciąż nieprzyjemne, wciąż ostrzegawcze, wciąż pokazujące nam więcej tego, czego nie chcemy.  

Jak zatrzymać to błędne koło?

Żeby to zrobić, musimy sięgnąć do miejsca w którym wszystko się zaczęło. Musimy zająć się naszym lękiem i tym skąd on pochodzi. I tutaj często sprawa się komplikuje, ponieważ czego tak naprawdę boi się osoba, która np. jest wobec Ciebie agresywna i gotowa dać Ci w gębę? Wygląda przecież na taką odważną i wcale nie robi na niej wrażenia to, że to Ty możesz dać jej w gębę pierwszy. Przeczytaj poniższą historię i spróbuj dociec, co jest prawdziwym lękiem głównego bohatera. 

Zimna, jesienna noc. Zrujnowany dworzec kolejowy w Pszyczynie Dolnej na Podlasiu śmierdział uryną. 

Seba zapiął rozporek, odwrócił się od zabazgranej wulgarnym graffiti ściany i wrócił z powrotem na ławkę. Rozsiadł się na środku, rozłożył ręce na boki pamiętając, że zajmowanie dużej ilości przestrzeni komunikuje otoczeniu wysoką pewność siebie. 

Kumpel polecił mu to miejsce. Jest po prostu stworzone do takich akcji. W okolicy słynie ono z tego, że największe podboje miłosne dokonywały się właśnie tutaj. Seba miał zaszczyt poznać człowieka, którego historia stała się legendą i inspiracją dla każdego prawdziwego faceta w jego rodzinnym blokowisku. 

– I ja zapiszę się na kartach historii – pomyślał Seba unosząc w górę prawy kącik ust. Ten wyuczony grymas nadawał twarzy cwaniacki wygląd – i jak napisał w swoim podręczniku znany mentor od uwodzenia kobiet – „To informuje rozmówcę na poziomie podświadomym, że jesteś bardzo pewny siebie.”

Seba nie wątpił w swoją siłę. Był potężnym mężczyzną. Goście na siłowni przerywali ćwiczenia, żeby zobaczyć jak wyciska 250kg na ławce. Kto mógłby mu wejść w drogę? Kto by chciał się narazić? No kto? Kobieta? Haha!

– Już raz uciekłem przed psami. Więc to też się uda – usta Seby zakomunikowały pustej przestrzeni wokoło jeszcze większą pewność siebie. 

– Nie znoszę czekać – powiedział cicho pod nosem. Chwycił swoją puszkę piwa, dopił resztkę, a potem zgniótł ją w rękach na placek. 

Pan Bóg jakby usłyszał jego słowa, bo właśnie z głębi obleśnego korytarza dobiegł odgłos kroków. 

Seba poczuł skok adrenaliny. Rzucił puszkę za siebie i szybko przyjął zrelaksowaną postawę rozciągając się na ławce. 

Zza rogu wyszła staruszka. 

Cholera.

– Młodzieńcze, zechciałbyś mi pomóc zejść ze schodów z tymi tobołami – babcia pomachała do niego, wesoło się uśmiechając.

Yyy, tak, oczywiście – Seba wstał, podszedł do schodów i nawet po nich nie wchodząc chwycił babciną walizkę i zestawił na sam dół.

– Użyczysz mi ręki kawalerze?

Użyczył. Po chwili babcia znalazł się na dole. Gdy się schylił by podnieść z ziemi uchwyt od jej walizki ona niespodziewanie złapała go za szyję i dała soczystego cmoka w policzek. 

Dziękuję pięknie, dziękuję bardzo – wygrzebała coś z torebki – masz tu cukiereczek słodziaku, pyszny, zobacz, mój mąż sam zrobił – włożyła mu do ręki jakiś czerwono – brązowy obiekt i ruszyła przed siebie zaliczając kółkami od walizki wszystkie dziury w podłodze. 

Seba gapił się tępym wzrokiem w przedmiot, który otrzymał. Po chwili rozpakował go z papierka i włożył do ust.

Mm. Dobre. 

Kroki.

Seba poderwał głowę. Jakaś niewysoka postać zbliżała się w jego stronę z głębi korytarza. Przełknął szybko cukierek i wytężył oczy. 

Drobna dziewczyna ubrana w czarny płaszcz szła szybkim krokiem ciągnąc za sobą niewielką, różową walizkę. Blade światło z lampy zabezpieczonej metalową kratką rozjaśniło jej długie, ogniście rude włosy, gdy znalazła się u szczytu schodów. 

Seba poczuł, że przyśpiesza mu tętno. Wyjął dyskretnie telefon, włączył nagrywanie i wsunął go do kieszeni koszuli na piersi. Wystarczy jeden filmik. Jędrek stał się legendą, a nie potrafi wziąć nawet 150kg na klatę. Seba też będzie legendą. Będzie herosem. Jak gladiator. 

Pomóc pani? – zaczął powoli wychodzić po schodach, ślizgając się wzrokiem po twarzy dziewczyny.

Dziękuję, poradzę sobie – spojrzała mu prosto w oczy. 

Zawahał się.

 Chwyciła walizkę i zaczęła schodzić po schodach.

Może jednak?

Nie.

Poczuł że zasycha mu w gardle. Myśli zaczęły pędzić jak szalone – To tylko kobieta. Sama. Nie ma żadnych szans. Nie ma siły. Przecież nie boję się kobiety. Przecież jestem mężczyzną, który wzbudza respekt!

Rudowłosa postawiła walizkę na ziemi i ruszyła przed siebie kierując się w stronę wyjścia z budynku. Jej falowane włosy kołysały się delikatnie w rytmie ruchu bioder i krągłych pośladków, ukrytych pod obcisłymi jeansami. 

Dość tego.

Wyprzedził ją i stanął między nią a drzwiami wahadłowymi, które już miała zamiar otworzyć. 

Ich oczy znów się spotkały. 

Spróbowała go ominąć, ale zagrodził jej drogę. Była tak blisko, że czuł jej zapach. I czuł, że wreszcie zaczyna się go bać. 

Odwróciła się, ruszyła pędem w stronę drugich drzwi wahadłowych. Seba uśmiechnął się. Wszystko szło zgodnie z planem.

Drugie drzwi prowadziły na podwórze z jednej strony ogrodzone przez podłużne wzniesienie, na którym ciągnęły się tory, zaś z dwóch pozostałych przez ruiny starej hali magazynowej. Od 15 lat trwał tutaj remont i nie zanosiło się na to, żeby prędko się skończył. Dało się stąd wyjść, ale trzeba było wiedzieć którędy i uważnie stawiać kroki, by nie rozbić sobie głowy po uprzednim poślizgnięciu się na jakiejś zużytej prezerwatywie. 

Dziewczyna wybiegła na podwórze i stanęła jak wryta. To pułapka! Odwróciła się w stronę korytarza, z którego właśnie wyszedł zadowolony Seba. 

– Zrobisz to ze mną po dobroci, czy wolisz wersję BDSM?

Nie odpowiedziała. Jej szybki oddech był bardzo seksowny. Podobnie jak bezsilność malująca się na jej pięknej twarzy i doskonale widoczna w słabym świetle lampy stojącej na środku placu. 

Po dobroci – wydusiła w końcu drżącym głosem. 

Seba zawył z podniecenia. Miał nadzieję, że jej cichutka odpowiedź będzie dobrze słyszalna na nagraniu. 

Podszedł do niej powoli, stanął tak blisko, że niemal dotykała nosem jego klatki piersiowej. Był od niej dużo wyższy. 

Zdejmij płaszcz. 

Powoli sięgnęła rękami w stronę guzików. Odpięła jeden, potem drugi i trzeci. 

Seba poczuł jak testosteron zaczyna w nim buzować. Koniec z głupimi docinkami pod moim adresem. Koniec z ciągłym staniem w cieniu innych. Koniec ze słabością i brakiem poważania. Siłownia sprawiła że stałem się kimś. A ta ruda to potwierdzi. Teraz. Na kolanach. 

Ja to zrobię.

Chwycił poły jej płaszcza i szarpnął tak mocno, że odpadły dwa nieodpięte jeszcze guziki. Przysunął się do niej jeszcze bliżej czując bijące od niej ciepło. Jej uległość i bierność były takie rozkoszne. Położył ręce na bokach jej talii gdy nagle coś …

AAAAA!!! 

Potwornie bolesne ukłucie wstrząsnęło całym jego ciałem. Spojrzał na swój potężny biceps i zobaczył sikającą z niego krew. Chciał chwycić to miejsce drugą ręką, ale eksplodował w niej wściekły ból. Przez ułamek sekundy, w żółtawym oświetleniu jedynej obecnej tu lamy ujrzał wierzch własnej dłoni, z której wystawało ostrze. 

Zaczął krzyczeć, ale zaparło mu dech, gdy poczuł miażdżący ból w kroczu. Próbował się zasłonić krwawiącymi rękami, ale nie zdążył. Drugie kopnięcie również sięgnęło celu. I trzecie też. 

Osunął się na ziemię. Ręce drżały w konwulsjach w wyniku przecięcie tętnic i silnego krwotoku. Skulił się pod ścianą, zawył i popłakał jak dziecko. “To nie fair! Tak nie można! Dlaczego spotkało mnie coś takiego?!” Nie wiedział co się z nim dzieje, nie miał pojęcia kto go napadł, nie wiedział też kim jest osoba, która się przy nim pojawiła, mimo że parę minut temu dostał od niej cukierka. Nie wiedział, co oznaczają blaski niebieskiego światła i w ogóle wszystkie te dziwne blaski i dziwne twarze, które znikąd się tutaj znalazły. Gdzie jestem? – zastanawiał się. Ale to chyba nie ma znaczenia. Tu jest wygodnie. I panuje tu spokój. Spokój o jakim zawsze marzył w głębi duszy. I nieprzenikniona cisza. Bardzo miła i przyjazna. I ciemność. 

Prześledźmy teraz pewien nieoczywisty ciąg przyczynowo-skutkowy, który umysł tworzy w oparciu o lęk. Jak myślisz, czego tak naprawdę bał się Seba? Wyjścia na słabeusza? Braku uznania ze strony kumpli? A może Emilii, którą wysłałem na Podlasie tylko po to, żeby przeżyła tę niemiłą przygodę?

Nie. Seba bał się śmierci. 

Załóżmy, że jedna z czarnych wizji jakie zrodziły się w jego umyśle staje się rzeczywistością. Powiedzmy, że wychodzi na jaw, że nie potrafi radzić sobie z kobietami. Do czego to prowadzi? Gang jego kumpli wyśmiewa go i uznaje za słabego, bezjajecznego mięczaka. No dobrze, co się dzieje dalej? Załóżmy, że zostaje wykluczony z grupy. Ok, co dalej? Wykluczenie z grupy wiąże się z utratą wpływów, zasobów, znajomości oraz pewnego terenu, na którym już nie można się pojawiać, bo jest ona zajęty przez członków grupy, która nas wykluczyła. Np. przyjście na tę samą siłownię co zazwyczaj wiązałoby się z dużym zagrożeniem. Co dalej? Pozbawieni zasobów i wsparcia kolegów jesteśmy słabi. Ok i co z tego? Słaby człowiek najczęściej pada ofiarą silniejszych. Dobrze, no i co z tego? Ofiary najczęściej giną!

 To nieważne, że powyższy ciąg zdarzeń jest mało prawdopodobny do wystąpienia w dzisiejszym świecie. Starsze ewolucyjnie części naszego mózgu nie interesują się w ogóle logiką ani prawdopodobieństwem, czy statystyką. One ostrzegają nas przed zagrożeniami, mówią wprost do czego mamy się nie zbliżać, albo przeciwnie, co ma być naszym celem – np. jędrne pośladki. Głęboko zakorzenione w nas lęki rzadko mają cokolwiek wspólnego z jakąś logiką, a mimo to potrafią zmienić nasze życie w męczarnię.

Umysł jest wyszkolony w wyszukiwaniu zagrożeń i będzie tworzył scenariusze, których ostatecznym, głęboko ukrytym rezultatem jest śmierć. Robi to po to, by przewidzieć ewentualne, teoretycznie możliwe niebezpieczeństwa, nieważne jak wątpliwe jest ich wystąpienie, albo jak bardzo jego ostrzeżenia przeszkadzają Ci w normalnym funkcjonowaniu w cywilizowanym społeczeństwie. 

A teraz zobaczmy jak organizm Seby interpretuje brak obycia w kontaktach z kobietami. Umysł nie tworzy za każdym razem tak rozległego ciągu przyczynowo – skutkowego, jak ten przedstawiony wyżej. Tworzy go raz, a potem korzysta ze skrótu łącząc pierwsze wydarzenie z ostatnim, czyli w tym przypadku nieumiejętność wzbudzenia zainteresowania kobiety ze śmiercią. Świadomie możemy się z tego śmiać, ale umysłowi podświadomemu wcale nie jest do śmiechu. On jest śmiertelnie poważny. Zawsze. 

Gdy Seba spotyka kobietę, zaczyna czuć strach, ale kompletnie nie uświadamia sobie jego przyczyny. Może szukać jej wszędzie, ale nie przyjdzie mu do głowy, że jego organizm właśnie rozpoznał bodziec, który interpretuje jako realne zagrożenie życia. Wypadam dobrze = super, żyję! Wypadam źle – ginę! A zatem, gdy dowolna, atrakcyjna kobieta znajdzie się w zasięgu wzroku Seby, zacznie on czuć strach. A gdy zorientuje się, że się boi, zacznie się bać tego, że się boi. Dlaczego się boi? Bo jest słaby. I tak dalej. 

Spróbuj samemu wytworzyć podobny ciąg przyczynowo – skutkowy jak ten, który powstaje w umyśle Seby. Zacznij od tego, wobec czego sam przeżywasz jakieś doznanie ostrzegawcze i zobacz, jak umysł będzie wynajdywał drogę do śmierci. To bardzo uświadamiające ćwiczenie, pomagające lepiej zrozumieć mechanizmy własnej psychiki. Rozpatrzmy jeszcze jeden przykład.

Matka wchodzi do pokoju swojej córki i widzi że panuje w nim bałagan. Prosi ją o posprzątanie, ale córka nie chce tego teraz robić. Matka wpada we wściekłość. Dlaczego?

Przyjrzyjmy się jej myślom: W pokoju panuje bałagan. No i co z tego? Moja córka jest flejtuchem! No i co z tego? Odwiedzą mnie znajomi i zobaczą jej brudny pokój. Dobrze, i co tego? Uznają mnie za kiepską matkę. Ok, i co z tego? Będzie to oznaczać, że jestem bezwartościową osobą! I co z tego? Zostanę wykluczona z kręgu znajomych. No i co z tego? Wtedy jestem narażona na niebezpieczeństwo! I co z tego? Mogę zginąć!

Dostrzegasz podobieństwa między Sebą a matką? Żadna z tych dwóch osób nie uświadamia sobie, że coś w głębi ich podświadomości układa taki katastroficzny ciąg wydarzeń. Z zewnątrz wydaje się, że to bałagan rozzłościł kobietę, a tak naprawdę zrobił to strach przed własną śmiercią! Organizm zareagował na zagrożenie przyjmując jedną z trzech możliwych strategii. Wybrał walkę i stąd gniew.

Wiem o co chcesz teraz zapytać. Jak uwolnić się w życiu od lęku?

To nie jest taka prosta sprawa. Na początku warto sobie uświadomić, że lęk będzie nam towarzyszył zawsze – jest to zdrowe i prawidłowe. Lęk jest potrzeby, żeby nas chronić – jego nieobecność byłaby patologią. Naszym celem będzie zatem doprowadzenie do sytuacji, w której czujemy strach, ale nie ogranicza on nas przed czerpaniem z życia pełnymi garściami, jest jedynie normalnym sygnałem ostrzegawczym, podlegającym zasadzie efektywnej negatywnej emocjonalności.

Najczęściej na przeszkodzie stoją nasze nawyki myślowe, nasze głęboko zakorzenione przekonania i skrywana potrzeba posiadania problemów, które zapewniają nam pewien rodzaj stymulacji, dają nam to magiczne „dzianie się czegoś w naszym życiu.” Na powierzchni możemy wszystkich zapewniać, jak bardzo chcemy się pozbyć emocjonalnego balastu, ale np. gdy z pomocą terapeuty udaje się osiągnąć wewnętrzny spokój, ludzie wpadają w panikę. Nie znają takiego stanu, wydaje się im nudny, pusty i straszny. Momentalnie zaczynają szukać jakichś następnych zmartwień, albo wracać do starych zamiast oswoić się ze swoją nową, mentalną rzeczywistością. Wiem że tak jest bezpośrednio od osoby, która zajmuje się niesieniem pomocy innym właśnie w obszarze radzenia sobie z emocjami. 

Istnieje cała masa ludzi, którzy robią coś, tylko po to, żeby poprawić wizerunek siebie we własnych oczach, albo móc komuś powiedzieć, że coś ze sobą robią, ale no niestety to wszystko nie działa, taki już ich nieszczęsny los, ojej, ojej i tak dalej. Takich osób jest mnóstwo i zalewają oni gabinety terapeutów nieustannie. Nienawidzą, gdy okazuje się, że ich problemy są bardzo proste do rozwiązania. Przychodzą na sesje z nastawieniem, że „to wszystko na pewno się nie sprawdzi, moja sytuacja jest przecież zbyt wyjątkowa.” I wtedy rzeczywiście nic się nie sprawdza. Nie ma szans, by się sprawdzić. W istocie drogi przyjacielu, jesteś cały zbyt wyjątkowy!

Kończę ten wpis. W drugiej części zajmiemy się konkretnymi wskazówkami odnośnie radzenia sobie z nadmiarem emocji ostrzegawczych. 

Do przeczytania!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *