Kwestia szczęścia to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Wierzchołek bardzo piękny, powszechnie pożądany i kuszący. Złota korona, którą każdy chciałby nosić na swoim sercu. Ale co znajduje się niżej, pod powierzchnią wody? Dziś opiszę jeden z takich elementów. Jest ich sporo. 

Wiemy już z poprzedniego wpisu, że osoba uduchowiona posiada rozwiniętą sferę Sacrum, i że wcale nie musi to się wiązać z wyznawaniem jakiejkolwiek religii. Świętość, Miłość i Wolność, której taka osoba doświadcza są elementami natury człowieka, są wbudowane w jego psychikę, i gdy nasza metaforyczna różna świadomości rozkwita, te wspaniałe wartości zaczynają ją przepełniać. Skutkuje to zarówno dostrzeganiem piękna i niezwykłości niemal we wszystkim dookoła (szczególnie w tym co naturalne) jak i chęcią aktywnego dzielenia się swoim szczęściem z innymi oraz pomagania im w ich rozwoju. 

Wyjdźmy jednak ze sfery Sacrum i spójrzmy szerzej na emocje. 

Osoby uduchowione charakteryzuje pozytywna emocjonalność, która przeważa nad negatywną emocjonalnością. Mimo że zarówno Emilia jak i Bob (jeśli jeszcze ich nie poznałeś zacznij od tego wpisu) doświadczają emocji negatywnych, w przypadku Emili występuje coś, co nazwałbym efektywną negatywną emocjonalnością, w przypadku Boba zaś, nieefektywną. Już wyjaśniam o co chodzi.

Całe spektrum emocji jakich doświadczamy, poczynając od tych najbardziej negatywnych do najbardzej pozytywnych jest nam potrzebne do sprawnego funkcjonowania w świecie. Ważne jest by wiedzieć, że nie ma emocji złych. Są emocje negatywne, ale negatywne to nie znaczy złe. Zarówno emocje negatywne jaki pozytywne są DOBRYMI emocjami. To tak jak z biegunami magnesu – jeden jest dodatni, drugi ujemny, ale żaden z nich nie jest gorszy od drugiego. Wszystkie uczucia czemuś służą i wszystkie są jednakowo ważne. Niezdolność do doświadczenia którychkolwiek z nich jest patologią. 

To co jest istotne dla psychicznego dobrostanu i charakterystyczne dla osoby uduchowionej to to, że w jej przypadku emocje efektywnie spełniają funkcje, które mają spełniać. Czyli jeśli np. Emilia za mało uczyła się do egzaminu ze statystyki i go oblała, doświadczy poczucia winy i będzie to zdrowe, motywujące do zmiany zachowania poczucie winy. Ani za duże, ani za małe. Ani trwające za krótko, ani za długo. Gdy Emilia podejmie już odpowiednie kroki naprawcze, czyli zaplanuje czas na naukę, przyłoży się do niej i zda na 5 egzamin poprawkowy, poczucie winy zniknie bez śladu. 

To samo dotyczy lęku, gniewu, stresu, bólu emocjonalnego, wstydu i wszelkich innych emocji o znaku ujemnym. Żadna nie trwa dłużej niż jest konieczna, a gdy spełni swoją funkcję ustępuje miejsca emocjom dodatnim, które tworzą bazowy, zwyczajowy stan emocjonalny naszej Emilii. To jest właśnie efektywna negatywna emocjonalność. Oczywiście jest to modelowy wzorzec, od którego w rzeczywistości występują mniejsze albo większe odchyły, ale pomijam je dla klarowności wywodu.

Zupełnie inaczej jest w przypadku Boba. Jego emocje negatywne są albo za silne, albo za słabe, pojawiają się nie wtedy gdy powinny, trwają za krótko lub za długo. Bob będzie wrzeszczał przez telefon na bezbronną panią na infolinii, która nie może nic zrobić, by przyśpieszyć rozpatrywanie złożonej przez niego reklamacji. W ogóle nie poczuje się winny, gdy wymuszając pierwszeństwo na drodze omal nie doprowadzi do wypadku. Będzie się wstydził i nie będzie mógł spać po nocach, ponieważ 4 lata temu został wyśmiany, gdy jego nowa kobieta powiedziała w towarzystwie jego kumpli, że najlepsze gadżety erotyczne dla niego to lupa i pęseta.

Kolejną kwestią dotyczącą szeroko pojętych emocji jest ogólna zdolność do zarządzania nimi. Jak się zapewnie domyślasz, Bob nie ma w tej kwestii nic do powiedzenia. Emocje sterują nim, a nie on nimi. Jego EQ jest bardzo małe, podobnie jak jego … 

chęć by coś z tym zrobić.

Z kolei gdy przyjrzymy się Emilii, zobaczymy, że potrafi ona dostrzegać swoje emocje, nazywać je, obserwować, zmieniać, wyciszać bądź wywoływać zależnie od potrzeb czy chęci.  Jeśli nie ma motywacji do nauki, skupi się na tych myślach, które rozniecą jej zapał. Jeśli to nie poskutkuje (zawsze może się tak zdarzyć) osłabi wpływ przeszkadzających uczuć takich jak zniechęcenie, czy znużenie, a wynikających z negatywnej narracji wewnętrznej na temat czekającego ją zadania i po prostu je wykona bez oceniania go i myślenia o nim w taki czy inny sposób. 

Jeśli zakocha się bez wzajemności (tak wiem, że to niemożliwe, ale załóżmy taką odrealnioną sytuację) będzie w stanie poradzić sobie z tym trudnym wydarzeniem. Nie zabije się, nie potnie, jej świat się nie skończy. Łzy zostaną wypłakane, a wszelki ból i poczucie odrzucenia przyjęte, świadomie przeżyte i ostatecznie ukojone. Po pewnym czasie odzyska harmonię i znów będzie umiała doświadczać szczęścia. Sama. 

W ten sposób naturalnie przechodzimy do kolejnej różnicy między Bobem a Emilią – ich funkcjonowaniem w obszarze relacji międzyludzkich i podejściem do samotności. Ale to opiszę już w kolejnym wpisie. Dziś kończymy więc nieco wcześniej niż zazwyczaj, ale za to następnego wpisu możesz spodziewać się również wcześniej 🙂

Do przeczytania!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *