W poprzednim wpisie dokonałem rozróżnienia między duchowością a religijnością. Dziś, zgodnie z obietnicą skupię się już tylko na duchowości, starając się skatalogować jak najwięcej elementów, które ją definiują. W tym celu dokonam kolejnego rozróżnienia – tym razem między osobą na zaawansowanym i zupełnie początkowym poziomie rozwoju duchowego. Taki kontrast ładnie uwydatni każdy element, na który chciałbym zwrócić uwagę. Temat jest tak rozległy, że po przemyśleniu sprawy postanowiłem rozdzielić go na mniejsze partie. Wpis ten rozpoczyna więc całą serię tekstów, w których będę omawiał wszystko to, co moim zdaniem jest istotne dla wyrobienia sobie ogólnego, w miarę kompletnego wyobrażenia o tym, co charakteryzuje wysoce rozwiniętą świadomość. Nazwałem tę serię „Duchowość pod lupą” i wszystkie teksty, które będą jej częścią znajdziesz w dedykowanej kategorii w stopce bloga. A tymczasem przejdźmy już do naszego dzisiejszego tematu.

 Żeby było barwnie, pragnę przedstawić Ci najpierw dwie postacie, które będą symbolizować obydwa poziomy rozwoju oraz towarzyszyć nam przez tę odkrywczą podróż po bezkresnym kosmosie ludzkiej psyche. 

Osoba uduchowiona - uśmiechnięta i szczęśliwa - róża świadomości w pełni rozkwitu

Oto pierwsza z nich. Żywcem wyrwana z moich najgorętszych fantazji erotycznych, rudowłosa piękność o imieniu Emilia, która będzie reprezentować nam osobę uduchowioną, będzie naszym stąpającym po Ziemi aniołem, wzorcem doskonałości, obiektem westchnień i podziwu, niedoścignionym ideałem mentalnej harmonii, naszą różą świadomości w pełni rozkwitu, 

a to:

Osoba na niskim poziomie rozwoju duchowego - zamknięte nasionko róży świadomości.

 to jest Bob.

Bob także jest różą świadomości, jednak jeszcze w formie nasionka.

Bob nie jest zbyt szczęśliwy. Uśmiechnął się tylko do malunku.

 No właśnie, weźmy kwestię szczęścia na pierwszy ogień naszej analizy. Szczęście jest tym, do czego wszyscy na swój sposób dążymy, każdy z nas pragnie go doświadczać jak najczęściej. Uważa się powszechnie, że to ono właśnie jest celem naszego życia, że jest swego rodzaju kamieniem filozoficznym ludzkiej egzystencji, którego poszukiwaniem trudniły się i trudnią nadal najtęższe umysły tego świata. Od starożytnych filozofów, mesjaszy, możnowładców i buddów po współczesnych naukowców oraz zwykłych ludzi, wszyscy szukają szczęścia. 

Ale czym tak naprawdę ono jest? Władzą? Pieniędzmi, za które możesz mieć wszystko? Seksem? Wypadkową tych trzech? Każdy z nas ich pożąda, Ty i ja również. (Tylko mi nie mów, że nie pragniesz władzy, bo udowodnię Ci zaraz, jak nieładnie oszukujesz). Jednak czy posiadanie ich w gigantycznej ilości jest równoznaczne z byciem gigantycznie szczęśliwym? Czy one wystarczą? A może tu wcale nie władzę, seks i pieniądze chodzi, lecz o rodzinę, dzieci i dobre relacje z innymi? A może o wszystko po trochu? Temat jest bardzo szeroki i wydaje się skomplikowany, ale głównie ze względu na chaos terminologiczny, z którym musimy się wprzódy uporać nim przejdziemy dalej. 

Najpierw oddzielmy szczęście od radości i zadowolenia, które często są ze sobą mylone. Radość jest powierzchowna, pojawia się i znika równie szybko. Podobnie jest z zadowoleniem, które jest po prostu mniej intensywną radością. Możesz być radosny i głośno się śmiać, bo ktoś właśnie opowiedział Ci doskonały dowcip, ale w środku planować samobójstwo. Szczęście jest czymś zupełnie innym. Stoi dokładnie na przeciwnym biegunie depresji i jest podobnie wszechogarniającym stanem jak ona, lecz oczywiście o dodatnim – na wskroś pozytywnym charakterze. Radość i zadowolenie są mniejszą lub większą euforią, podobnie jak złość, czy przeszywający na wskroś smutek. Szczęście zaś nie należy do tego układu. Ono nie jest rauszem. Nie jest też pustką ani brakiem energii, z którymi może się kojarzyć stan pozbawiony wszelkich euforii czy intensywnych przeżyć.

Czym więc jest?

Składa się ono z pewnego układu doświadczeń wewnętrznych, którego największą i najważniejszą część zajmuje…

Spokój.

Spokój, który nie jest pustką. Pełna życia, cicha przestrzeń przypominająca wieczór nad spokojnym morzem.

Ten wewnętrzny, egzystencjalny ład stanowi z kolei jakby bazę, tworzy pewien niezbędny “mikroklimat”, w którym może zrodzić się coś dodatkowego, coś, co można by najlepiej określić mianem ciepłego światła, które otula człowieka od środka. To niezwykle rozkoszne uczucie, ale też bardzo doniosłe i … muszę użyć tego słowa – święte.

Może być bardzo delikatne i subtelne jak powiew ciepłego wiatru w letnią noc, ale może też być porywające jak dzika burza namiętności. Mimo to nadal nie można określić go mianem rauszu czy euforii. Euforia wyczerpuje. Jest pozbywaniem się energii. Zaś to niezwykłe światło doładowuje, jest mocą, jest zasilaniem, nawet jeśli jego intensywność jest ledwie wyczuwalna. Stanowi siłę, która napędza życie, daje chęć do działania w świecie, do zajmowania się dowolną aktywnością i jest tym magicznym elementem, który sprawia, że niezależnie od tego co robisz, czujesz płynącą z tego przyjemność.

Brzmi bardzo mistycznie, wiem. Ale to właśnie takie jest!

W mojej terminologii, w moim psycho-uniwersum, najprawdziwsze szczęście jest doświadczeniem głęboko mistycznym, należącym do sfery, którą określam jako Sacrum. Ale nie oznacza to absolutnie, że jego dostępność kończy się, gdy wyjdziemy poza pole fenomenologiczne rozświetlonych miłością psycholi, albo innych osobliwych dusz, które odwiedzają Ziemię raz na 1000 lat.

Ono jest dla Ciebie. Jest dla każdego. Jest dostępne już teraz. I tylko teraz. Bądź bardzo uważny, bo za minutę już go nie będzie. Minutę temu też go nie było. Widzisz jaka niezwykła okazja? Jedyna szansa, by go dostąpić jest właśnie w tej chwili. Im bardziej jesteś mentalnie od niej oddalony tym dalej jesteś od szczęścia.

Ale na tym nie koniec jego charakterystyki.

Gdy przyjrzymy mu się jeszcze bliżej, to zobaczymy, że powstaje ono z połączenia miłości, wdzięczności, spełnienia, błogości, ufności, bezpieczeństwa, pewności, czci i oczywiście spokoju, który łączy się z tymi elementami, przenika je i stanowi grunt, na którym się rodzą. Jest jednak coś jeszcze.

Nastrój.

Szczęście ma swoją składową uczuciową, ale ma też składową nastrojową, która zbudowana jest z tych samych jakości, jest jednak dużo mniej intensywna, bardziej globalna i utrzymuje się dłużej w czasie. Nastrój albo „klimat” jest tym, co od razu rozpoznajesz, gdy wchodzisz do delikatnie oświetlonego blaskiem świec pomieszczenia, pod stopami widzisz rozsypane płatki róży, zaś Twoja ukochana/ ukochany uśmiecha się do Ciebie leżąc nago na łóżku z kieliszkiem wina w ręku.

To nastrój właśnie w swoich obrazach uwieczniali impresjoniści, tworząc niesamowite dzieła oczarowujące widzów magią zamrożonej chwili. I choć w sztuce jest on czymś bardzo ulotnym i efemerycznym, w psychologii oznacza coś, co może trwać nawet latami. Zmienia się bardzo powoli. Jest tłem utkanym z uczuć, których najczęściej w swoim życiu doświadczasz. Jest zbiorem emocjonalnych reakcji na myśli, które najczęściej przepływają przez Twoją głowę, pejzażem namalowanym przez Twoje mentalne nawyki i przekonania. Ten pejzaż może być depresyjny lub szczęśliwy. Każdy z nas posiada swego rodzaju bazowy poziom, na którym zwyczajowo się znajduje, umieszczony gdzieś bliżej jednego lub drugiego krańca tego kontinuum. Pracowaliśmy na niego przez lata. I niestety, (albo stety, jeśli jest pozytywny) żeby go zmienić potrzeba najczęściej równie dużo czasu. 

Szczęście i ogólne poczucie dobrostanu wewnętrznego to ukoronowanie rozwoju duchowego – nagroda i potwierdzenie tego, że zmierzamy we właściwym kierunku. I co ważne – nie da się go wprost wywołać. Nie da się go po prostu wskazać palcem, chwycić i mieć. To znaczy być może da się, ale wymaga to wielkiego mistrzostwa najczęściej wypracowanego przez lata medytacji – czyli czegoś, na co większość z nas nie ma za bardzo czasu. W naszym przypadku działania, które podejmujemy w ramach rozwoju duchowego zwiększają raczej prawdopodobieństwo tego, że przydarzy nam się szczęście, niż że na życzenie je wywołamy. Jeśli potrafisz od tak pstryknąć sobie palcami i po chwili zwijasz się z rozkoszy jak św. Teresa – pokaż mi jak to się robi! Tylko nie mów, żebym przed pstrykaniem umieścił sobie rękę do majtkach, bo mam tę sztuczkę już opanowaną do perfekcji. 

Drugi ogromnie ważny problem, jaki chciałbym poruszyć, to mylenie obiektu, który odbija nasze szczęście, ze źródłem szczęścia. Przykładowo, osoba, która mówi że szczęście to jej dzieci, ma na myśli emocje, których doświadcza w wyniku interakcji z dziećmi. Uznaje, że dzieci są źródlem tych emocji, a w konsekwencji źródłem jej szczęścia. Tak powstaje mylne przekonanie, że to źródło jest na zewnątrz nas. A skoro tak, to musimy mieć do niego stały dostęp i jesteśmy od niego całkowicie zależni. 

To jest coś, przez co każdy z nas w życiu przechodził, albo wciąż jeszcze przechodzi. Szczególnie, gdy jesteśmy młodzi zwracamy się w stronę świata zewnętrznego w poszukiwaniu czegoś, co uczyni nas szczęśliwymi. Błądzimy, szukamy, gonimy za wspomnianymi już na początku tego wpisu obiektami powszechnego pożądania licząc na to, że zapełnią one wewnętrzną pustkę, którą tym boleśniej odczuwamy, im jesteśmy starsi. I choć te zewnętrzne skarby są w stanie dać nam tymczasową namiastkę prawdziwego spełnienia, człowiek, który jest już gotowy na następny krok w rozwoju duchowym nie znajdzie trwałego zaspokojenia w niczym, co pochodzi z tego świata. Pełne uświadomienie sobie tego faktu bywa naprawdę uderzające i jest jednym z najważniejszych momentów w życiu. To punkt zwrotny. Punkt w którym kończy się jedna podróż i zaczyna się kolejna. Tym razem w zupełnie innym wymiarze. We własnym wnętrzu.

Świeżo upieczony poszukiwacz duchowy prędzej czy później dociera do momentu, w którym dostrzega, że gdy jest szczęśliwy niemal wszystko, co go otacza i czym się zajmuje sprawia mu autentyczną radość, prawdziwą satysfakcję i niejako odbija z powrotem w jego stronę miłość, którą on sam emanuje. Nawet rzeczy tak trywialne, jak porządkowanie półki z dokumentami zaczynają mieć swój wyjątkowy urok. Myśl o gorącym kakao, zapach skoszonej trawy, czy deszcz dzwoniący o szybę przepełniają serce wdzięcznością za dar życia. To kolejny ważny etap w rozwoju, w którym uświadamiamy sobie, że jeśli chcemy, żeby życie naprawdę nas cieszyło, żebyśmy mogli dostrzec piękno jego barw, musimy zapalić światło, gdzieś w nas samych. Że to my kontrolujemy moc tego światła. Że musimy zdjąć z otoczenia tę niewyobrażalną presję i przestać wymagać od niego, żeby uczyniło nas szczęśliwymi. I tu znów zaczyna się kolejny etap podróży. Poszukiwanie włącznika światła. Ten etap również ma swój koniec, ale o tym jak on wygląda i co jest dalej opowiemy sobie kiedy indziej. 

Wróćmy teraz do naszych bohaterów – Emilii i Boba. Co różni te dwie osoby w kwestii szczęścia?

Bob wciąż szuka go gdzieś w świecie, gdzieś w odległej przyszłości i postrzega je w kategoriach ciągłego zaspokajania żądz ego. Jest przekonany, że wyższe stanowisko w firmie, większa ilość pieniędzy i gorętsze kobiety to najwyższe formy spełnienia. Bob nie doświadczył nigdy subtelnych i wzniosłych uczuć, za wyjątkiem tych ulotnych chwil, gdy zadurzył się w jakiejś kobiecie. Uważa, że takie uczucia są niemęskie i gdy się pojawiły zamaskował je alkoholem i roznieceniem pożądania seksualnego. Dla Boba najbardziej satysfakcjonujące jest zadowolenie ego i nieustanne upewnianie go w jego chwiejnym poczuciu wielkości i wspaniałości. Do tego dochodzi radość z niszczenia wszystkich potencjalnych wrogów, którzy tej wielkości i wspaniałości mogą zagrozić. Bob jest więc cały czas w stanie wojny. Albo atakuje, by zdobyć, albo broni się, by mu nie zabrano.

Emilia z kolei przeszła już ciemną noc duszy, ukończyła etap szukania włącznika światła i obecnie znajduję się … u wrót Królestwa Bożego. Wrota są otwarte na oścież i tylko od woli Emilii zależy, czy chce je przekroczyć, czy pozostać jeszcze w świecie i cieszyć się niewysłowionym pięknem życia rozświetlonego blaskiem bijącym z serca Raju. Dziewczyna postanawia pozostać na Ziemi i smakować życie, dopóki pozwoli jej na to ciało. Pozostając w stałym kontakcie z Boskością, Emilia wnosi do świata dobroć, miłość i piękno, jednocześnie czerpiąc pełnymi garściami ze wszystkich uroków ziemskiej podróży. Będąc spełnioną tu i teraz, stawia sobie cele, od których osiągnięcia nie jest uzależniona – dzięki temu cieszy ją droga i każdy kolejny krok poczyniony na ścieżce prowadzącej do jego osiągnięcia. 

Proszę Cię, nie oskarżaj mnie w tym momencie o wrzucanie elementów religijnych do tego wpisu, bo nic takiego się nie wydarzyło. Opis Emilii nie jest historią w którą masz wierzyć, ani tym bardziej traktować jej dosłownie. To rozbudowana metafora tego, jak wygląda nasze położenie na zaawansowanym etapie rozwoju duchowego, zaś słowa jednoznacznie kojarzące się z religią, takie jak Królestwo Boże, Raj czy Boskość, mają znaczenie metaforyczne i obrazujące. Po prostu w ten sposób wygodnie się o tym pisze i jednocześnie trafnie oddaje sedno sprawy. Twoją postawą ma być postawa naukowca, który mówi: „Ok. sprawdźmy czy to prawda.” A żeby móc sprawdzić, czy to prawda, musisz samodzielnie wyruszyć w tę duchową podróż. 

Bardzo, bardzo gorąco Cię do tego zachęcam. 

Nie powiedziałem tego wprost, więc powiem teraz. Miłość, szczęście, piękno, Sacrum, Doskonałość, Raj i sam Bóg to tak naprawdę jedno i to samo, lecz widziane z różnych punktów widzenia. Nie bądźmy jednak tacy monokulturowi, dodajmy do tego Brahmana, dodajmy Agape, Nirwanę, dodajmy Dao jako drogę łączącą Niebo z Ziemią, a zobaczymy jak wszystkie te elementy stapiają się w spójną całość wyrażającą w swoim rdzeniu dokładnie tę samą, uniwersalną prawdę o naturze procesu rozwoju świadomości. Żadna religia nie ma i nigdy nie miała na nią monopolu, sama zaś wyrosła z dążeń ludzi z różnych kultur do prowadzenia życia zgodnego właśnie z nią. Im bliżej w swoich myślach i przekonaniach jesteś tej prawdy, tym jesteś szczęśliwszy. 

Dlatego nie przywiązuj się do słów. Nie wpadaj w szał, bo powiedziałem ‚Bóg”, a Ty przecież nie wierzysz. 

Bardzo dobrze, że nie wierzysz. Ja też nie wierzę. Zaprawdę powiadam Ci, możemy przybić sobie w tej kwestii piątkę. 

Uwierz mi 😉

Do przeczytania!


P.S.

Kontynuacja tego wpisu znajduje się tutaj.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *